„Nowe Państwo” listopad 2011.
Wiele wskazuje na to, że polski establishment jest w przededniu swojego największego triumfu od momentu upadku PRL. Lada moment opanuje całą scenę polityczną i medialną, niczym w totalizmie, choć przy użyciu scenografii i fasady demokracji. W pewnym sensie, to ideał zapisany już przez Tomasi de Lampedusę w sarkastyczno-cynicznym stwierdzeniu starego księcia, że wiele trzeba zmienić, żeby nic nie uległo zmianie. Czy możemy się temu skutecznie przeciwstawić?
Scenariusze władzy
W obszarze stricte politycznym realizowany jest następujący scenariusz: rozsądny i dominujący dziś obóz władzy stanowią PO z Donaldem Tuskiem i prezydent Bronisław Komorowski wspierani przez partię marginalną, ale zarządzającą olbrzymimi pieniędzmi z UE, PSL-em, co buduje im silną pozycję na wsi. Gdyby mimo wszystko doszło do zaburzeń na tle socjalnym – a wykluczyć tego nie można, bo kryzys europejski trafia nie takie państwa jak nasze! – to została przez establishment przygotowana dyżurna opozycja – Palikot i jego ugrupowanie. To oni mają ewentualnie zebrać głosy niezadowolonych, gdyby trzeba było rozpisać przedterminowe wybory.
W obszarze medialnym obserwujemy już nie tylko zamknięcie się mediów tzw.głównego nurtu na jakiekolwiek mniej poprawne politycznie wypowiedzi. Proces, jaki na naszych oczach dokonał się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, przebiegał następująco. Najpierw usunięto z kierownictw mediów publicznych „ludzi niewłaściwych”, następnie – usunięto „niewłaściwe programy”, dalej – pozbyto się z programów właściwych „niewłaściwych gości”. Ale to wszystko, mało! Media mają wykonać swoje główne zadanie: wykreować rzeczywistość. Widzieliśmy to doskonale 11 listopada. Widzimy przy wielu innych okazjach. Żeby mogły to zrobić, muszą mieć niezagrożony monopol, jak w totalizmie.
Media publiczne są potencjalnym zagrożeniem dla monopolu, jaki stanowią media prywatne, ponieważ dopóki istnieją, zawsze może się zdarzyć, że zostaną – jak w 2006r. – przejęte przez ludzi spoza establishmentu, czyli bardzo, ale to bardzo, niewłaściwych. Dlatego obóz władzy nie rezygnuje z dalekosiężnego planu Donalda Tuska, głoszonego otwarcie od 2007r., żeby media publiczne zlikwidować. Jako ten „niewłaściwy prezes” Polskiego Radia, przeciwstawiałem się akcji rządu PO, wzywającej do niepłacenia abonamentu rtv. Wyrażałem wówczas nadzieję, a i dziś jej nie tracę, że za szkodzenie mediom publicznym stanie kiedyś pan premier Tusk przed Trybunałem Stanu. Muszę jednak uczciwie przyznać, że liberałowie gdańscy – a z nich wywodzi się Tusk i obecna ekipa rządząca – zawsze głosili tezę, iż media publiczne, państwowe, nie mają racji bytu, rynek medialny powinien być wyłącznie prywatny. Ludzi obecnej władzy są zatem konsekwentni. Dlatego nie powinny nikogo dziwić zapowiedzi ograniczania oferty programowej, a zwłaszcza radykalne zmniejszanie obszaru informacji, publicystyki i kultury. Monopol TVN na przedstawianie Polski i świata nie może być niczym zagrożony. A ten monopol ma dziś następującą wiadomość dla szarego człowieka: jest rozsądne centrum z Tuskiem i jego nogami, lewą – Arłukowicza i prawą, Gowina, jest też socjalno-lewicowe ugrupowanie Palikota, troszczące się o ludzi zapomnianych, biednych, wzywające do położenia kresu wyciąganiu pieniędzy przez bogaczy z Polski (a Palikot wie, przecież, w tym wypadku doskonale o czym mówi!) i oddanie ich potrzebującym. Są też jakieś grupki kłócących się o wpływy prawicowców, nie istotne, bez poparcia społecznego i bez szansy na przejęcie władzy. Prawica ma być wyrzucona poza nawias polskiego państwa.
Parodia pluralizmu w polityce (Palikot), parodia pluralizmu w życiu publicznym (ks.Boniecki), parodia pluralizmu w mediach (Urban). Tak to wygląda. Taki oto jest stan rzeczy i takie plany są realizowane. Jak możemy im zapobiec?
Żywioł obywatelski
Częściowo już to robimy. W sposób naturalny, spontaniczny, wręcz żywiołowy. Tak jest najlepiej. Ktoś sfilmuje Marsz Niepodległości i „wrzuci” w Internet. Ktoś sfilmuje jak tajniak kopie przechodnia i „wrzuci” w Internet. Ktoś sfilmuje jak agresywni niemieccy lewacy atakują ludzi z flagą biało-czerwoną i „wrzuci” w Internet. W ten sposób rośnie fala sprzeciwu wobec kłamstwa władz. Powstaje wielka księga, dokumentująca czas hańby polskiego dziennikarstwa „głównego nurtu”.
I to jest nasze pierwsze zadanie. Dokumentować rzeczywistość na wszelkie możliwe sposoby. W PRL-u wyzwalaczem dobrych zmian w środowisku dziennikarskim stało się wywiezienie do Szwecji i opublikowanie na Zachodzie księgi zapisów cenzury. Niektórzy dziennikarze zaczęli się wstydzić, co wyprawia ich środowisko i koniecznie chcieli przywrócić swojemu zawodowi właściwy wymiar etyczny. W III RP początkiem dobrych zmian było ujawnienie konszachtów na styku świata mediów i świata władzy (tzw.afera Rywina). Nie wiem, co może być początkiem zmian dziś, gdy medialne kłamstwo triumfuje? Ale coś będzie, na pewno. Dlatego filmujmy i dokumentujmy prawdę o Polsce.
Dalej – twórzmy miejsca niezależnego zbierania i rozpowszechniania informacji i opinii, wolnego słowa. Każdy portal internetowy, każdy blog, każde niezależne od władz stowarzyszenie, to największy kapitał obywateli. W prasie drukowanej i w Internecie wolne słowo jeszcze nie jest w najgorszym położeniu. Owszem, mamy pisma establishmentowe, wywodzące się z opozycji, jak np.”Gazeta Wyborcza”, mamy pisma establishmentowe, wywodzące się z totalizmu, jak np.”Polityka” i „Nie”, ale mamy też pisma niezależne jak grupa „Gazety Polskiej”, „Nasz Dziennik” czy tygodnik „Uważam Rze”. Zdecydowanie gorzej, wręcz fatalnie jest w mediach elektronicznych, czyli w radiu i telewizji. Tu jest tylko kilka inicjatyw niezależnych, działających – poza Radiem Maryja i Telewizją „Trwam” – w Internecie, co oznacza mały zasięg oddziaływania. Praktycznie cały eter jest zawłaszczony przez media, służące establishmentowi. Ten stan rzeczy ma być przedłużony nawet w epoce cyfrowej, czego przykładem odmowa miejsca na platformie cyfrowej dla telewizji „Trwam”. A przecież technologia cyfrowa oznacza, że praktycznie może być dowolna liczba nadawców; nie ma żadnych technicznych powodów do jej ograniczania – wynika to jedynie z uzurpacji urzędów państwowych.
Żeby wspierać wszystkich tych, którzy tworzą niezależne podmioty medialne, zaproponowałem powołanie Federacji Mediów Niezależnych. Nie ma przecież co czekać z założonymi rękami. Federacja ma być formą izby gospodarczej, grupującej podmioty z całego obszaru mediów niezależnych od władzy. Proszę tego nie mylić z organizacjami dziennikarskimi, nie chcemy i nie będziemy grupować indywidualnych członków. Interesują nas tylko podmioty gospodarcze, prowadzące działalność medialną. Te podmioty mają wspólne interesy, między innymi prawo do rynku równych szans dla wszystkich chętnych. Bez preferowania przez władzę – np.dzięki systemowi zezwoleń, koncesji itp. – wybranych przedsięwzięć. Im mniej ograniczeń i zakazów, tym więcej wolności gospodarczej. Federacja będzie działać na rzecz wspólnych interesów zrzeszonych w niej podmiotów. Także na rzecz odpowiednich zmian w polskim prawodawstwie.
Ewa Stankiewicz proponuje też – i moim zdaniem jak najsłuszniej – żeby Federacja zajęła się zbudowaniem najpierw niezależnej agencji informacyjnej, a w przyszłości może nawet telewizji informacyjnej. Czemu nie? Polska Agencja Prasowa jest wielką fabryką informacji, ale też pod coraz cięższą ręką władzy, pamiętamy niedawną reprymendą dla dziennikarza PAP za to, że śmiał o coś spytać pana premiera. Coś tak czuję przez skórę, że podobnie jak z mediami publicznymi i z PAP-em będą dziać się niedobre rzeczy, a zatem wyłoni się pole dla inicjatyw niezależnych. I pole i potrzeba. A informacja to krew wolności.
Jest jeszcze wiele innych obszarów do działania i spraw do załatwienia w interesie mediów niezależnych od władzy. Spotkamy się wszyscy chętni zaraz po Nowym Roku w Warszawie, to omówimy wszystko, co najważniejsze. Mnie osobiście bardzo krzepi mocny odzew na inicjatywę tworzenia Federacji, w tym wiele zgłoszeń spoza Warszawy.
Mówmy wprost
I kolejne niezbędne działanie – nazywajmy po imieniu, to, co dzieje się w polskich mediach. Róbmy to nie oglądając się na innych., zwłaszcza, że możemy to zrobić niejako od ręki, sami. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pod prezesurą Krzysztofa Skowrońskiego porusza się powoli, wydaje ogólnikowe wezwania do przestrzegania standardów zawodowych? Dobre i to. Na początek. Dajmy nowym władzom SDP kredyt zaufania. Może powstanie tam wzorcowy – pod względem standardów zawodowych – portal internetowy, a i takież czasopismo drukowane? Może Centrum Monitoringu Wolności Prasy będzie śledzić to, co się dzieje w polskich mediach, bo jak na razie pracują nad tym wolontariusze z innych stowarzyszeń, a Centrum z dobrze opłacanymi etatowymi pracownikami nie błyszczy aktywnością? Ale nie czekając na SDP, jedną sprawę trzeba załatwić jak najszybciej. To kwestia Rady Etyki Mediów, która tyle ma wspólnego z etyką, co demokracja socjalistyczna z demokracją. Te komunikaty – o zgrozo, publikowane na oficjalnym portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, co sugeruje, że ta Rada jest organem SDP, a że tak nie jest wiedzą tylko wtajemniczeni – bronią haniebnych praktyk mediów establishmentowych. W ten oto sposób opinie Rady idą na konto SDP i obciążają wszystkich dziennikarzy. Tak dalej być nie może! Dlatego wystosowałem apel, aby zacni ludzie ze środowiska medialnego i naukowego utworzyli obywatelską komisję etyki. Federacja nie może być twórcą, ani organizatorem takiej komisji; możemy być tylko pomysłodawcą. Nie chcemy też wchodzić w skład takiego ciała, bo sami powinniśmy podlegać ocenie z jego strony. Mam nadzieję, że niebawem dowiemy się, iż ludzie troszczący się o jakość polskich mediów powołali komisję etyki. Czas byłby po temu najwyższy!
Dajmy im szansę
Jak się poruszać w świecie mediów zakłamanych? Uczciwi dziennikarze mają np.dylemat czy uczestniczyć w programach telewizyjnych TVN, Polsatu i TVP? Czy pisać gościnnie w „Gazecie Wyborczej”? Dziś, niektórzy zaczynają się zastanawiać nad „Rzeczpospolitą”. Nie jestem w tej sprawie rygorystą. Jeśli głosimy swoje poglądy, nie kluczymy, nie dostosowujemy ich do oczekiwań redakcji, to, moim zdaniem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pojawiać się ze swoim przesłaniem nawet u wroga, a co dopiero w miejscach co najwyżej niezbyt życzliwych. Byle nie ulec złudzeniu z kim mamy do czynienia. Choćby był to znany nam doskonale z wieczornych biesiad Ziutek lub Ziutka, to jest, niestety, zawsze funkcjonariusz propagandy obozu władzy. I tym, co nas różni od nich nie jest wyznawanie innych poglądów. Nie. To my uważamy, że poglądy można mieć różne i że na tym polega wolność słowa. Oni są funkcjonariuszami zniewolenia, im jest wrogie wolne słowo jako takie. My walczymy o wolność słowa dla wszystkich, oni – o wolność kłamstwa dla władzy.
Ale jest dziś, jak było w PRL-u. Niektórzy będą do końca tkwić w kłamliwych mediach, inni – będą starać się uprawiać dziennikarstwo niezależne. Jeszcze niektórzy nawet w kłamliwych mediach, sławiących władzę spróbują znaleźć sobie niszę uczciwości i prawdy, choćby tylko wycinkowej. Unikajmy zatem łatwych, a zwłaszcza grupowych, potępień. Rozgraniczajmy między służebną wobec establishmentu rolą mediów „głównego nurtu”, a dziennikarzami, którzy tam pracują. Niektórzy robią wartościowe programy i nie wpisują się w scenariusz wielkiego kłamstwa, zasłaniającego prawdziwą Polskę.
Do czego prowadzę – i tą konkluzją chcę zamknąć tekst. Tak jak w PRL-u można było się ocknąć i zacząć działać na rzecz dobra wspólnego, przeciw totalizmowi, tak i dzisiaj można. Każdy dziennikarz może jeszcze zawrócić ze złej drogi . Każdemu dajmy czas i szansę na nawrócenie. Chętnie wierzę, że wielu ludziom dopiero wielka ściema medialna, dotycząca Marszu Niepodległości 11 listopada w Warszawie, ukazała prawdę o polskich mediach „głównego nurtu”. Wyciągnijcie zatem, koleżanki i koledzy, z tego wnioski. A jeśli nie zawrócicie z drogi zła, nie dziwcie się ocenom, jakie wystawi wam kiedyś historia, a dziś wystawiają uczciwi obywatele.





